Pytanie „Gdzie jest Łukaszenka?” powraca w przestrzeni medialnej z regularnością pór roku. Wystarczy, że białoruski dyktator na kilka dni zniknie z ekranów państwowej telewizji, a internet, zwłaszcza niezależne kanały na Telegramie, zaczyna huczeć od plotek. Czy jest chory? Czy stracił kontrolę? A może to tylko kolejna, starannie wyreżyserowana gra, mająca na celu sprawdzenie lojalności otoczenia i zmylenie przeciwników? Prawda jest taka, że pytanie o fizyczną lokalizację Alaksandra Łukaszenki jest dziś pytaniem o coś znacznie ważniejszego – o stan jego reżimu, przyszłość Białorusi i kruchą równowagę sił w Europie Wschodniej.
Łukaszenka, rządzący Białorusią nieprzerwanie od 1994 roku, zbudował system oparty na osobistej władzy, strachu i iluzji stabilności. Przez lata kreował się na „Baćkę” – surowego, ale sprawiedliwego ojca narodu, który osobiście dogląda żniw, dogaduje hokeistom i poucza ministrów. Ten wizerunek, choć od dawna fałszywy, był kluczowym elementem jego propagandy. Dlatego każde jego zniknięcie, każde potknięcie czy widoczna oznaka słabości, jest pęknięciem w tym starannie budowanym monolicie. To sygnał, że car jest nagi, a jego władza, choć wciąż brutalna, nie jest wieczna.
Anatomia Zniknięć – Teatr Jednego Aktora
Każde głośniejsze zniknięcie Łukaszenki przebiega według podobnego scenariusza. Najpierw nastaje cisza. Dyktator, zazwyczaj wszechobecny w mediach, nagle przestaje pojawiać się na publicznych wydarzeniach. Rzeczniczka prasowa milczy lub udziela lakonicznych, często sprzecznych komunikatów. Państwowa telewizja pokazuje archiwalne materiały lub relacje z mało istotnych spotkań, które rzekomo odbywają się „za zamkniętymi drzwiami”.

W tym czasie opozycyjne media i analitycy rozpoczynają gorączkowe spekulacje. Analizuje się każde zdjęcie, każdy kadr filmowy sprzed zniknięcia. Czy wyglądał na zmęczonego? Czy jego głos był słabszy? Symbolem takich analiz stał się jego publiczny występ w maju 2023 roku. Najpierw w Moskwie, podczas parady z okazji Dnia Zwycięstwa, wyglądał na wyraźnie osłabionego. Nie był w stanie przejść kilkuset metrów z innymi przywódcami, musiał skorzystać z pojazdu elektrycznego. Na jego dłoni zauważono bandaż. Później, już w Mińsku, po raz pierwszy od 29 lat nie wygłosił przemówienia podczas podobnej uroczystości. Zastąpił go minister obrony.
Świat wstrzymał oddech. Czy to udar? Zawał? A może otrucie? Plotki, podsycane przez anonimowe źródła w białoruskiej nomenklaturze, mówiły o poważnej chorobie wirusowej lub zatruciu. Kreml nerwowo zaprzeczał, a białoruska propaganda wpadła w panikę. Gdy po kilku dniach Łukaszenka wreszcie pojawił się publicznie, z chrypiącym głosem i wciąż zabandażowaną ręką, jego otoczenie odetchnęło z ulgą. Jednak pokaz siły był mało przekonujący. Zamiast rozwiać wątpliwości, tylko je spotęgował. Świat zobaczył, że dyktator jest śmiertelnikiem, a jego reżim jest kruchy i uzależniony od zdrowia jednego człowieka.
Szeptem o Zdrowiu – Prawda czy Element Gry?
Kwestia stanu zdrowia Łukaszenki to jeden z najpilniej strzeżonych sekretów Białorusi, ale jednocześnie potężne narzędzie w walce politycznej. Dla opozycji każda informacja o jego niedyspozycji to promyk nadziei, sygnał, że koniec reżimu może być bliższy, niż się wydaje. To także sposób na podważenie jego wizerunku „krzepkiego gospodarza” i pokazanie go jako starzejącego się, schorowanego człowieka, który kurczowo trzyma się władzy.
Z drugiej strony, sam Łukaszenka i jego otoczenie potrafią wykorzystywać te spekulacje. Czasami celowe wycofanie się z życia publicznego może służyć jako test lojalności. Kto pierwszy zacznie szeptać po kątach o sukcesji? Kto okaże się nielojalny? Po powrocie „do zdrowia” dyktator może przeprowadzić czystki, umacniając swoją pozycję i przypominając wszystkim, kto tu rządzi. To cyniczna, ale skuteczna metoda zarządzania strachem, która jest podstawą jego rządów.
Nie można jednak ignorować faktu, że Łukaszenka ma już swoje lata, a niemal trzy dekady stresującego życia na szczytach władzy absolutnej musiały odcisnąć na nim piętno. Jego publiczne wystąpienia bywają chaotyczne, a wypowiedzi niespójne. Widoczne zmęczenie, problemy z poruszaniem się czy nagłe zmiany nastroju mogą świadczyć o realnych problemach zdrowotnych, a nie tylko o politycznej grze. Problem w tym, że w systemie totalitarnym, gdzie nie ma wolnych mediów ani niezależnych instytucji, odróżnienie prawdy od dezinformacji jest niemal niemożliwe. Pozostają jedynie domysły i analiza cieni na ścianie jaskini.
Łukaszenka w Cieniu Kremla – Gdzie jest jego suwerenność?
Najważniejsze pytanie o to, „gdzie jest Łukaszenka”, dotyczy dziś nie jego fizycznej lokalizacji, ale jego miejsca w układance geopolitycznej. Odpowiedź jest brutalnie prosta: jest w kieszeni Władimira Putina. O ile przez lata Łukaszenka zręcznie lawirował między Wschodem a Zachodem, szantażując Rosję groźbą zbliżenia z Unią Europejską, a Europę – perspektywą pełnego podporządkowania się Moskwie, o tyle po sfałszowanych wyborach w 2020 roku ta gra się skończyła.
Masowe protesty, które wybuchły po wyborach, zachwiały jego tronem. Utrzymał się przy władzy tylko dzięki dwóm czynnikom: bezwzględnej lojalności aparatu siłowego (słynnego OMON-u i KGB) oraz jednoznacznemu wsparciu politycznemu, finansowemu i militarnemu ze strony Kremla. To wsparcie miało jednak swoją cenę – całkowitą utratę suwerenności. Łukaszenka z gracza stał się pionkiem. Z sojusznika – wasalem.
Pełzająca aneksja Białorusi przez Rosję stała się faktem. Jej kulminacją było udostępnienie terytorium kraju jako platformy do ataku na Ukrainę w lutym 2022 roku. Białoruś nie wysłała oficjalnie swoich wojsk, ale stała się zapleczem logistycznym i bazą wypadową dla rosyjskiej armii. To był ostateczny akt poddaństwa. Kolejnym krokiem, który pogrzebał resztki białoruskiej niezależności, było rozmieszczenie na jej terytorium rosyjskiej taktycznej broni jądrowej. Łukaszenka, który przez lata szczycił się, że Białoruś jest państwem wolnym od broni atomowej, sam zaprosił do siebie rosyjskie głowice, tracąc kontrolę nad kluczowym aspektem bezpieczeństwa własnego kraju.
Dziś Łukaszenka nie decyduje już o niczym strategicznym. Jego spotkania z Putinem przypominają bardziej raporty podwładnego składane szefowi niż rozmowy równorzędnych partnerów. Jego rola sprowadza się do administrowania „zachodnią gubernią” Rosji i odgrywania roli straszaka dla Polski i krajów bałtyckich, czego przykładem był kryzys migracyjny na granicy czy obecność najemników z Grupy Wagnera.
Gra o Przetrwanie i Scenariusze na Przyszłość
Mimo tak dramatycznego osłabienia pozycji, Łukaszenka wciąż rządzi. Jego strategia przetrwania opiera się na kilku filarach. Po pierwsze, na totalnej represji. Tysiące więźniów politycznych, zlikwidowane niezależne media i organizacje pozarządowe, atmosfera powszechnego strachu – to wszystko ma na celu zduszenie jakiegokolwiek oporu w zarodku. Po drugie, na propagandzie, która wmawia Białorusinom, że tylko on jest gwarantem pokoju i stabilności, a alternatywą jest chaos i wojna, taka jak w Ukrainie.
Jednak pytanie o przyszłość pozostaje otwarte. Co stanie się, gdy Łukaszenki zabraknie? Brak jasnego mechanizmu sukcesji i wyznaczonego następcy tworzy ogromną próżnię. Możliwych jest kilka scenariuszy.
- Scenariusz kremlowski: To najbardziej prawdopodobna opcja. Moskwa, która w pełni kontroluje białoruskie elity polityczne i siłowe, zainstaluje na czele państwa swojego człowieka. Będzie to ktoś w pełni lojalny, gwarantujący dalszą integrację z Rosją i utrzymanie Białorusi w jej strefie wpływów. Taki scenariusz oznaczałby de facto koniec białoruskiej państwowości.
- Scenariusz pałacowego przewrotu: Po śmierci lub obaleniu Łukaszenki może dojść do wewnętrznej walki o władzę między różnymi frakcjami w aparacie bezpieczeństwa i nomenklaturze. Taka walka mogłaby na chwilę zdestabilizować system, ale prawdopodobnie zakończyłaby się wyłonieniem nowego „silnego człowieka”, który również szukałby poparcia na Kremlu.
- Scenariusz demokratyczny: To nadzieja białoruskiej opozycji i świata zachodniego. Nagłe zniknięcie dyktatora mogłoby stworzyć okno możliwości dla nowego zrywu społecznego. Osłabiony i skłócony aparat władzy mógłby nie być w stanie skutecznie stłumić masowych protestów. Przywódcy demokratyczni, tacy jak Swiatłana Cichanouska, mogliby wrócić do kraju i pokierować transformacją. To scenariusz najbardziej pożądany, ale jednocześnie najtrudniejszy do realizacji ze względu na wszechobecną rosyjską kontrolę.
Dla Polski, sąsiada Białorusi, każdy z tych scenariuszy ma ogromne znaczenie. Stabilna, demokratyczna i suwerenna Białoruś jest w naszym żywotnym interesie. Białoruś jako rosyjska gubernia, najeżona bronią jądrową i wrogo nastawiona do Zachodu, stanowi egzystencjalne zagrożenie. Dlatego pytanie „Gdzie jest Łukaszenka?” to nie jest odległa ciekawostka. To pytanie o nasze własne bezpieczeństwo i przyszłość całego regionu. Odpowiedź, jaka nadejdzie w najbliższych latach, zdefiniuje na nowo mapę polityczną Europy Wschodniej.
